Urzędnicy Narodowego Fundusz Zdrowia, a i pewnie pan minister przy okazji, to bardzo szczęśliwi ludzie. Nie wiem, czy równie szczęśliwi są ich lekarze rodzinni. Najwyraźniej nie są to ci sami lekarze, którzy leczą większość Polaków. Może tworzą jakąś wyjątkową kastę, która zajmuje się pacjentami wyższego szczebla? Pan minister i prezes Funduszu nigdy się nimi nie chwalili. Nawet mi przez głowę nie chce przejść, że nie korzystają z ich pomocy, skoro tak usilnie do medycyny rodzinnej wszystkich namawiają. Jeśli decyzje włodarzy naszej ochrony zdrowia biorą się z osobistych doświadczeń, to powinniśmy być pełni uznania dla ich doktorów pierwszego kontaktu, którzy najwyraźniej zawyżają środowiskową poprzeczkę. Od nowego roku będą leczyli coraz słabsze oczy i wypryski na skórze naszych minis...