Wyrok w sprawie Mirosława G. niesie ze sobą kilka ważnych pytań: jak traktować wdzięczność pacjentów i odnosić się do rozkazów szefa-tyrana. Sprawa doktora G. nie jest jeszcze zakończona, bo prokurator i obrońcy zapowiedzieli apelacje od wyroku w pierwszej instancji. Trudno zatem ostatecznie uznać za rozstrzygające dla kolejnych spraw tego typu to, co orzekł sędzia Igor Tuleya. Jego ostre słowa pod adresem CBA i przyjętych metod działania, które doprowadziły młodą gwiazdę kardiochirurgii de facto do upadku (a dla wielu świadków przesłuchiwanych na okoliczność wydumanej korupcji do stresów i załamania nerwowego), są jednak już na tym etapie jednoznaczne. Zebrany materiał dowodowy okazał się w przeważającej części hucpą, a sposób medialnego nagłośnienia zatrzymania doktora miał służyć zas...